piątek, 5 sierpnia 2011

Po terminie? Na macierzyński!

Termin porodu jest datą umowną, każdy to wie, piszą o tym w każdej książce, powie ci to każdy lekarz. Możesz urodzić zupełnie zdrowe dziecko 2 tygodnie przed, ale też 2 tygodnie po terminie. Jeśli rodzisz wcześniej - masz szczęście. Jeśli później - sory Winetu, szczególnie, jeśli przez ostatnie tygodnie byłaś na zwolnieniu. Więcej zwolnienia nie dostaniesz. Ginekolog skieruje cię do szpitala, twierdząc, że tylko szpital zapewni ci odpowiednią opiekę. Ok, ale w szpitalu zrobią ci KTG i jeśli wszystko będzie w porządku, wypuszczą cię do domu. Oczywiście bez zwolnienia, bo odeślą cię do lekarza prowadzącego. A ten powie: - Proszę iść na macierzyński. Ty na to: - Ale panie doktorze/pani doktor, dlaczego mam iść na macierzyński, skoro nie mam jeszcze dziecka i to jeszcze może potrwać? To bez sensu, przecież to marnowanie czasu, który można spędzić z dzieckiem! - Bardzo mi przykro, ja zwolnienia po terminie nie wystawię, bo taką mam zasadę. A w ogóle ciąża to nie choroba, pracodawca powinien pani stworzyć warunki do pracy w ciąży, a w ogóle te zwolnienia są bez sensu, tyle wypisywania, kto to widział. - Ale pani doktor, ja bym bardzo chciała poznać jakiś konkretny argument... - Nie wystawiam i już, proszę iść do szpitala. Jeśli przyjmą panią na oddział, dadzą zwolnienie. - A jeśli nie ma potrzeby przyjmowania mnie na oddział? - Bardzo mi przykro, ciąża to nie choroba.
To są oryginalne argumenty podane mi przez ginekolog dzisiaj. Oczywiście przez ostatnie dwa miesiące nie było problemu ze zwolnieniem, chociaż ciąża to nie choroba. Bratowa pół roku wcześniej spotkała się z taką samą ścianą u innego lekarza, co by znaczyło, że coś jest na rzeczy. Tylko co? Chciałabym to wiedzieć. Rozwiązanie problemu? Łaskawy internista, który wystawi nam zwolnienie na cokolwiek. Oczywiście to zwolnienie to już 80 procent, co nie. Czy ktoś potrafi mi to wyjaśnić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz