Ok, byłam niesprawiedliwa. Ale naprawdę amerykańskie poradniki mogą być trochę denerwujące. Powtarzalność zawartych w nich informacji dla mnie jest nie do zniesienia. W każdym razie, jak już przebrnęłam przez trzy rozdziały, które przekonywały, że dziecko jest człowiekiem, że należy mu się szacunek i należy z nim rozmawiać, zaczęły się większe konkrety. Ale ale. Może te trzy pierwsze rozdziały nie są jednak tak całkowicie bez sensu? Zastanawialiśmy się nad tym z moim chłopakiem. Moja mama np. sądzi, że dziecko po urodzeniu nie jest jednak istotą rozumną i pewnie nie jest w tym odczuciu odosobniona. Więc może wytłumaczenie ludziom tych prostych kilku zasad ma sens?
Co jest w tej książce niezłe? Podejście zdroworozsądkowe. Fakt, że pani nikogo nie próbuje przekonać że karmienie piersią jest jedyną słuszną decyzją, podobnie, jak siedzenie z dzieckiem w nieskończoność. Jestem ciekawa, czy tym razem uda mi się nauczyć dziecko spać w nocy, bo niestety, poprzednie samo się nie nauczyło, a ja chyba popełniłam wszystkie możliwe błędy w tej dziedzinie (co wywnioskowałam właśnie z tej książki). Generalnie jeśli ktoś szuka podejścia niuejdźowego, typu "śpimy razem w łóżku przez pierwsze trzy lata, karmimy piersią co najmniej dwa i generalnie nie odkładamy dziecka, żeby nie poczuło się samotne" - to nie jest książka dla niego. Tu króluje zdrowy rozsądek, bo nikt nikomu również nie każe zostawiać malucha, żeby "się wypłakał" przez 40 minut. Aha, nawet smoczek może być ok, jeśli tylko ma pomóc matce chwilę odetchnąć i uwolnić cyca spod ssącego jarzma. Bo to nie dziecko jest w domu kierownikiem - to my nim jesteśmy. I lepiej o tym nie zapominać. Tylko jedno mi się wciąż nie podoba - podtytuł na okładce MOJA MAMA MNIE ROZUMIE. A co z tatą? On nie musi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz