poniedziałek, 16 maja 2011

Po co ci lekarz?

W Anglii ciążę prowadzi położna. Jak się nad tym zastanowić, to w sumie ma sens. Wpisywać wyniki badań do książeczki ciąży, zmierzyć ciśnienie, zalecić witaminy, kwas foliowy i żelazo, a nawet wykonać podstawowe badanie potrafi w końcu i ona. Mam wrażenie, że u nas jest wysoko rozwinięta medyczna paranoja. Wszyscy mnie pytają, czy mam dobrego lekarza. Szczerze mówiąc wybór tegoż nie spędzał mi snu z powiek, kiedy test pokazał dwie kreski. Nie miałam pojęcia, gdzie chcę rodzić, więc wybór lekarza pod względem szpitala nie miał racji bytu. Ponoć lekarz jest gwarancją przyjęcia do szpitala. Ale ja wiedziałam, że i tak wezmę położną, która też jest taka gwarancją. A lekarza do porodu i tak nie zamówię. Ufam, że jeśli będzie potrzebny, położna go przyprowadzi. Podobnie jak anestezjologa i kogo tam jeszcze będzie trzeba. Tak więc chodzę do pierwszej lepszej lekarki w enel medzie, która nie jest może nadzwyczajna (nie czuję z nią jakiegoś specjalnego duchowego porozumienia), ale z drugiej strony nie jest też niemiła czy niefachowa. Z moją ciążą wszystko dobrze, czyli rośnie, rusza się i dobrze wypada na zdjęciach USG, więc specjalista wysokiej klasy nie jest mi potrzebny. I śmieszą mnie te wszystkie historie, kiedy kobiety z bezproblemową ciążą za wszelką cenę starają się dostać do nie-wiadomo-jakiego-patologa, ot tak, na wszelki wypadek, bo dmuchają na zimne. Jest w Enel-medzie lekarka, którą polecają sobie dziewczyny na forach, i która pracuje w szpitalu położniczym na Madalińskiego. Z ciekawości próbowałam się do niej zapisać, ale czas oczekiwania to jakieś 5 miesięcy. Absurd. Przypuszczam, że jej wyjątkowość polega na tym, że ma lepszy kontakt z pacjentkami. Moja ma taki sobie. Ale, szczerze mówiąc, nie spodziewam się zbyt wiele po lekarzach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz