Czekam na relację ze Szwecji. Jest na co czekać, bo kraj to, jak wiadomo, mlekiem i miodem płynący. Płacą te podatki straszne, ale przynajmniej potem mają miło. Takie na przykład znieczulenie - gazem rozweselającym. Ponoć panie rodzą na niezłym haju i nikt im się w kręgosłup nie wbija. Macierzyński to już nawet nie wiem, czy dobrze pamiętam - półtora roku, czy dwa lata. Pełnopłatny rzecz jasna. W szpitalu osobna sala do rodzenia - nie ma o czym dyskutować nawet, a po porodzie - sala rodzinna, czyli elegancki wielometrowy pokój z łóżkiem małżeńskim i ewentualnie łóżeczkiem dla starszego dziecka, żeby rodzina mogła być w komplecie. A do tego autentyczna pomoc położnej w kwestii karmienia - przez kilka lub kilkanaście pierwszych dni przychodzi jeśli trzeba nawet codziennie. Piszę oczywiście o państwowej służbie zdrowia i podstawowej opiece zdrowotnej. Żadne czary mary czy dodatkowe abonamenty.
Z moich badań wynika, że u nas ostatnio potężny problem z cycowym karmieniem. Wielu laskom to nie leży, bo im nie idzie, a nie idzie, bo nie ma im kto pokazać, a to wcale tak naturalnie każdemu samo nie przychodzi. Matki karmiły co cztery godziny i "przepajały koperkiem", ich rady na nic. A problemów mnóstwo - a to cyc nie taki, a to dziecko nie potrafi się dobrze przyssać, a to nie leci, a to za dużo, zastój się robi i też nie wiadomo, co z tym robić. Nie ma kogo zapytać. Wizyta pani z poradni laktacyjnej, pojedyncza, to wydatek około 200 złotych. W szpitalu położne też niekoniecznie są chętne do pomocy, bo w kantorku przy kawie zawsze jakoś ciekawiej. A nawet jak raz przystawi, to przecież nie znaczy, że już wszystko jasne. A ona się oburza i denerwuje: "No przecież pokazywałam już, cycek tak, dziecko tak." Nie ma kogo zapytać. Ale wszyscy grzmią: "Naturalnie, naturalnie tylko!" A na laski z dzieckiem przy cycu na ławce w parku - "Szok, cycem mi tu przed oczami wymachuje, patrzeć nie chcę na ten akt prawie erotyczny, nieetyczny, nieestetyczny. Ohyda!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz