sobota, 16 kwietnia 2011
Ciąża to nie choroba
Sapię, chętnie leżę. Coraz ciężej po schodach, a to dopiero 6 miech. Brzuch mi wywaliło, nie wiem skąd on taki wielki. Boszsz, znowu urodzę potwora. Staram się jak mogę, a jednak nic mi się nie chce. Po wieczornej wizycie u koleżanki, dwa kolejne dni dochodzenia do siebie. I co, ciąża to nie choroba, to naturalny stan, w którym można robić wszystko? Jak pójdę do pracy, to potem już tylko poleżę. Jak pójdę na próbę, to potem dla odmiany też. Spacer zbyt mnie męczy, a nigdy nie należałam do leni. To nie ja, to jakaś dziwna osoba, która ze mną niewiele ma wspólnego, która poddała się temu, co w sobie nosi i poza tym niewiele już może. Smutne, a prawdziwe i w dodatku długo trwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz