Bała się, ale pojechała. Bała się, bo wszyscy mówili, że poroni. Doświadczone koleżanki, co poroniły po przejażdżce samochodem po wertepach, lekarka, niedoświadczone koleżanki też. A moja matka się nie bała. Powód prosty - kasa wydana, jechać trzeba, przeca się nie może zmarnować. Chorzy, nie chorzy, jechać trzeba, najwyżej tam będziecie chorować.
No to pojechali. Po pierwsze - wyzdrowieli, bo w górach generalnie się zdrowieje. Po drugie - wygrzali się we włoskim słońcu. Po 3 - ciąża, czyli Walduś, jak go pieszczotliwie nazywamy, żywie jeszcze, na nartach jeździł, nie szalał, jak się zmęczył, opalał się. A w realu wyglądało to tak: śniadanie - narty - spanie - kolacja - spanie. Prosty żywot człowieka w ciąży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz