Nie tylko brzuch rośnie. Energia mi się zmieniła. Normalnie nawet lekarz mi to powiedział, który mnie specjalnie przecież nie zna. Mówi: "Jakaś pani inna. Na początku to pani na krześle nie mogła usiedzieć, a teraz tak spokojnie". Dziwne dla kogoś, kto całe życie spięty nadmiarem energii, tylko się zastanawiał, gdzie tu jeszcze trochę jej upuścić. Teraz się zastanawiam: "Na czym zaoszczędzić?". Jak już pójdę do pracy, to na ćwiczenia nie starczy. A jak pójdę na ćwiczenia w sobotę rano, to czy na próbę po południu jeszcze coś zostanie?
Co przyjemne - rzeczy i ludzie dużo mniej wydają się stresujący. W sensie trochę mi tak wszystko zwisa, odpuszczam. To do mnie niepodobne. Czy to ja jeszcze, czy tylko inkubator?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz