poniedziałek, 31 stycznia 2011

Okrutnie

Raz nie o ciąży. Ale temat zbliżony. Wszystkim, którym wciąż wydaje się, że w wychowywaniu liczy się JAKOŚĆ a nie ILOŚĆ (chodzi rzecz jasna o czas, bezcenny czas, który powinniśmy spędzać z dziećmi, a wolimy robić co innego) polecam wywiad "Bądź taka jak ja, tylko lepsza" z psychoterapeutką Zofią Milską-Wrzesińską (Wysokie Obcasy, 29 stycznia 2011). Ta osławiona JAKOŚĆ, to słowo-wytrych, które bardzo często pojawiało się znienacka na babskich spotkaniach, nigdy specjalnie mi się nie podobało. Te cyrki z dzieckiem, to nieustanne wymyślanie zabaw, zapewnianie mu emocjonalnego haju raz na jakiś czas nigdy mnie nie przekonywało. Tylko nigdy nie wiedziałam dlaczego.
"Matka, której głównie nie ma, a jak już przelotnie się pojawia, to jest cudowna i emocjonalna, jest jak zimy ogień - rozbłyskuje na krótko, a potem zostawia po sobie tylko wspomnienie. Dziewczynka bardzo pragnie być taka jak ona. Bo mama jest pięknie ubrana, pachnąca, zabawna, ma tyle sukcesów, opowiada niesamowite historie. I córeczka strasznie się do niej przywiązuje, ciągle tęskni. Często, nawet jako dorosła, nie potrafi się z matką psychicznie rozstać".
I co wy na to?

3 komentarze:

  1. ja jestem z mala, juz dosc dlugo,to ze jestesmy ciagle razem sprawia ze moja corka mnie nie dostrzega,zawsze najbardziej cieszy ja tata, babcia itp, wiem ze to glupie ale najnormalniej w swiecie bywam zazrosna,
    mysle ze jakosc jednak jest wazniejsza, bo co z ilosci kiedy matka ma dosc?

    OdpowiedzUsuń
  2. To są chyba trochę różne rzeczy. Ty teraz siedzisz z małą od samego początku, siłą rzeczy musisz być na niej skupiona, nie ma szans, żebyś nie miała tego dość. Pewnie że dla własnego (i dziecka) zdrowia dobrze, żebyś np. wróciła do pracy, zaangażowała się w coś, co sprawi, że poczujesz, że twoje horyzonty znów się rozszerzą. W tym wywiadzie, którego cytuję tylko fragment (polecam cały) rzecz jest chyba o mamach, które nie mają dla dzieci czasu, albo mają go trochę za mało. Sama kiedyś myślałam, że chodzi o JAKOŚĆ. A potem tak mi się zaczęło w głowie układać, że ponudzić się z dzieckiem też ma swoją wartość. Albo być koło niego, a robić coś innego (np. pracować albo relaksować się czytając czy też cokolwiek innego) też ma sens. Daleka jednak jestem od twierdzenia, że trzeba wór pokutny przywdziać i całą siebie, wszystko dziecku oddać. Co to, to nie. Chodzi oczywiście, żeby to wszystko jakoś wyważyć. A np. co z wakacjami? Mam znajomych, którzy jeżdżą bez dzieci. I ja tego nigdy nie mogłam pojąć. Zajebiście, jeśli mają tyle wakacji, urlopu, kasy, możliwości, że starcza na to, żeby pojechać i z dzieckiem, i bez. Ale jeśli można pozwolić sobie tylko na jeden wyjazd? Po całym roku pracy, kiedy nie ma się dla dziecka nigdy wystarczająco dużo czasu, to jechać samemu, czy jednak rodzinnie? To mnie zastanawia i gnębi co roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tak sobie myslalam ze rodzinnie, bo wtedy tak naprawde spedza sie czas razem,
    ale takie chociaz kilka dni tylko we dwoje byloby tez niczego sobie, wracam wiec do pracy,kokosy zarabiac;)
    musze ten tekst przeczytac

    OdpowiedzUsuń